Frosti
160 Bars (Trap&Nowy Picador)
Wszędzie syf mimo, że co drugi co weekend odkurza
Wcześniej rzeczy zapowiadał deszcz, nadchodzi burza
Miasto powstało na gruzach, się obróci w nie
Tu kopciuszki gubią cnotę, pamięć, a nie bucik Gucci, weź
Kurwy pruły się, jak kurwy pruły się
Mam dla nich urynę, wprowadzam do buzi ciecz
Obchodzi guzik mnie każdy obłudny cieć
Mam dobrą pamieć i wiem kto był obok mnie, do balasów
Uskuteczniasz chujowy small talk, nie marnuj czasu
Męczysz dupę, posłuchaj Kapoty Numer Skasuj
Przechodzę na czerwonym, a nie unikam pasów
Ostra jazda, ale nie gotuje cracka
Piszę to w nocy, nie po nocy
Pieski węszą tropy, ja węszę interes złoty
Nie za złoty, a za złoto co tu będzie płynęło jak potok
Kurwa będzie potop
To Patorenaton jak wyłącze wam auto-tune to game over
Zabiorę buty, łańcuchy, do budek przywiąże
Ludzie znikną od nich, gdy znikną pieniądze
Ja z kurwami się nie bratam, a było gorzej niż gorzej
Życie nauczyło patrzeć głęboko w oczy
Badać grunt i uważnie stawiać swe kroki
Trzymać pion, jeśli nawet przejebany wiatr jest i napierdala strasznie
Ja wiem, że po nim nie ma chuja, żeby nie było lepiej
Ja nie jestem święty, ale wiem, że becel to becel
Nie zawsze czyste ręce, ale życie to survival
Nie ma czasu by się przygotowywać
Się nie poddam, bo czerwień jest pod żółtym na fladze
Chłopak ze Stolycy zawsze musi se dać rade
Walczy się do końca i to w naszych DNA jest
Czy to na poważnie, czy też balet
Kiedyś byłeś ogarnięty gościu, a dziś jesteś petem
Nigdy nie patrzyłem na opinię, leciałem przed siebie
Nie ma co się podniecać, każda moneta ma rewers
Rachunek sumienia, dodaje, mnożę i dziele
Łeb jak stodoła, bo w bani tylko siano
Czasem jak Stajnia Augiasza, szczególnie w sobotę rano
Mam swoje za uszami, nie latam z obstawą
Tu typy szluga na trzech i jarają się obstawą
Zara będę cały w sosie jak w kebabie
Składam linię jak narkoman, się zacnie bawię
Zbijam pięć z wariatami, bo jest tak w Warszawie
Jesteś dobry chłopak lub pizda jak teabe
Gibony mam grube i dobijam je kciukiem
U ciebie kurwo są cieniutkie, dobijasz je fiutem
Patorenaton liże niuni sutek
I wlatuje z grubą rurą, z grubej rury i se sunę
Prostytutek ja nie zapraszam do tańca
Nie interesuje mnie pozytywna niespodzianka
Nie, że kinder, ale dzwoni żydek, nie Tinder
Dawaj ryju za winkiel, coś się zawsze kabony przytnie
Wygram wojnę, przegrałem bitwę
W górach mówią, że to jest pikne
U was małe chuje jak pikle
Tu słodki sosik jak Blikle
Po zwycięstwo idę se tak jak reklamie Tesco
Widzą mnie, są elektryczni, ale nie jechali Teslą
Wiedzą, że Patorenaton to DJ
Miksuje dwa CD z goudą, ciekawe co z tego wyjdzie
Chcesz podwójny rozpierdol? To naciśnij replay
Tylko jak się onanizuje idę na łatwiznę
Przypałów się naodpierdalałem nie raz
Nie wstydź nigdy się przeszłości pewien zgred mi powiedział
Wziąłem to do serca, każdy błąd mnie ukształtował
Kiedyś wstyd wgniatał mnie w glebę, dziś twardo stoję na nogach
Głodny gry, jakbym wyżarł cały Apetizer
Balet ogień, ale się nie wbijam na remizę
Brudny styl, jak street, nie Champs-Elysees
Nie wielu się wydostanie z gruzów jak przebiśnieg
Ciągle afery jakieś, pranie brudów nie sosu
Badeje pełne, ale nie obsrane tylko przewóz, ale nie osób
Fufu, a nie tofu, Yeyo, a nie Jo-Jo
Wchodzę se do rap gry jak na bojo
Patorenatonik to styl warszawskich szpontów
Zgredy niech się patrzą, buduję od początku tą scenę
Ulicę wy widzicie z samochodów
Jebać celebrytów, ścianki, lizanie dupy na forum
Jebać te legendy, robię swoją mapę
Nie wyparzony ryj, a w gorącej wodzie kąpany
Ja i moi kompani nie przyszliśmy tutaj hetać
Tylko zrobić siano i zagrać kurwom na nerwach
Joł ZOO, ZOO, zapamiętaj dobrze
To Spółka Akcyjna, dzieje się coś ciągle
Nie ma chorągiewek, bo był nie jeden huragan
I kurestwa plaga, doświadczyłem co to zdrada
Padam, żeby powstać, tadam, żyje ryjku
Młody Makłowicz gotuje se sos na winklu
Daję ci temat w porcjach, ale mam go w pizdu
Bo chcę, żebyś sam się pytał kiedy kurwa wyląduje orzeł
Nie ma w kredo, ożeń
Ale nie się z kurwą, nawet jak swędzi cię korzeń
Nie pasuje cena? To zawsze może być drożej
Byku, nie mam czasu, to jest ZOO, ale nie dworzec
Frosti to marka, jak świecąca gruda w samarkach
Przyszedł czas, żeby zamienić na wille traphouse
To nie twoja bajka byku, zarzuć cartoon, cartoon
Nie stworzone rzeczy jak w garniaku parkour
Patorenaton to DJ
Wchodzę na bibę, zaraz coś rozkminię
Kolejka pod kiblem, sami raperzy, bo kładzione linie
Idzie mój człowiek porażony prądem, wchodzimy w real talk, to Spółka ZOO jest
Mordo jebana, ty dawaj na bombę, odpinamy konkret, łoo
Wchodzę na salony, obcinają kondomy
Jak idę porobiony w chuj, mijam kurwiszony fu
Typy napięte jak woof, woof, woof
Już wyżarty mają mó-mó-mózg
Kryształ i feta, a w tygodniu fit life, motivated, tacy są cool
Ty masz jakieś gówno, bo to nie jest kokon
Leci krew z kichawy po każdym pasiurze ziomkom
Dzisiaj lecę grubo, lądowanie jutro
Gumowych zakrętów na tej trasie, elo
Ale pa typeczku jak to bangla
Jak jest balanga to wchodzę jak sułtan i jazda
Poproszę wóde, Jagermeistra, rano pusta kabza, bania, ale jest zajawa raczej
Choć wyjebać dziewięć paczek
Za urwaną pamieć to chuj nie interes, ale było
Bum tralala, było szakalaka, było łohohoho, było ratatata
Było ojojojoj, było hahaha
Typie jak łapię zajawe na gadkę to lepiej zawijaj, bo będzie rozkmina
To jest Animales SP ZOO
Idziemy na balet będzie zoo
Amnezją choć jak piję nie jaram, a fazunia jest non stop
Żelbeton otwiera debatę, ja zamykam flakon i idę
Bo trzeba pogadać o czymś ważnym i zmęczyć kogoś przez chwilę
Wyszliśmy z klatki i siejemy dzikość
Z filmu wycięte klatki, nie pamiętam, to nie było
Mordeczkowanko, spoufalanko również
Rano łapanie za łeb, to sytuację są wtórne
Ale się nikt nie uczy na błędach
Wóda jak jest okazja jak jej brak
Się zbiera stolicy Bohema, Skamander tylko, że teraz
Nowy Picador, dawaj na lokal
Wóda i flex, robimy sztukę jak diler
I jak diler robimy cash, ty kupuj ten temat, bo kurwa to legal