Bisz
Kung-Fu
[Intro: FonTam & VNM]
Ja pierdolę! Jackie Chan, Bruce Lee
Moi kochani, jednym słowem, to jest motherfuckin' kung-fu
(?) motherfucker
Sprawdźcie, jedyny numer braggowy na płycie
Bisz, Filipek, FonTam, Pyskaty, baby
Skrywa!

[Refren: Bisz]
Kung-fu
Ty się nie waż nie doceniać tego kunsztu
Z podziemia, przez legal, aż do tego punktu
Gdzie nie ma znaczenia już, ile masz stów tu
Tylko skille, skille, skille, killer mode

[Zwrotka 1: Bisz]
Bisz to nie byle kto, jak nie wiesz, powie Ci Hirek Wrona
Jesteś tutaj, gdzie byłeś wczoraj, popularność? nie chylę czoła
Jеśli za nią nie idzie pokaz umiejętności, kalibеr słowa
I jeśli za nią nie pójdzie flow, jak na Titanica góra lodowa (ja, ja)
Mam te skille, bo wciąż ćwiczyłem, gdy Ty liczyłeś na farta
Jestem Syzyfem i pcham ten syf, nie liczę na słowa wsparcia
Przeszedłem tyle leveli, synek, niewielu do mnie podjazd ma
Cała rap gra to kurort w Alpach, ja wbijam na Nanga Parbat

[Bridge: Bisz]
To nie bragga, głupki, gadam tu o faktach
Ciągle zjadam, mów mi Gargantuo, am, mniam
Poluźniam czarny pas, zobacz, znów bez walki mam prowiant
Rap to dla mnie ŁakDonald, Sayonarka
[Refren: Bisz & FonTam]
Kung-fu
Ty się nie waż nie doceniać tego kunsztu
Z podziemia, przez legal, aż do tego punktu
Gdzie nie ma znaczenia już, ile masz stów tu
Tylko skille, skille, skille, killer mode

[Zwrotka 2: FonTam]
Strawi Cię strach to, jakbyś się naraził kibolom
Nie klepniesz nas, bwoy, nawet, bo jesteś jak Piccolo
Punche, jak drug, bo może się iść pieprzyć i Goro
Masz biały pas, nawet nie uderzysz w kimono
Wannabe? please, rozjebię beat, wpadłem koty uśmiercić
Masz tyle tych siniaków i wyglądasz, jakbyś był w centki
(?) jak Mateja, walę Cię na pysk, jak raper
Oni by tu chcieli być, ale wyjebane w nich, wchodzę sobie tu na ring, jak paker

[Bridge: FontaM]
Bo wożę się w chuj, synku, techniczny nokaut, gdy jestem tu w ringu
Ja rzucam, kurwa, panny na wyro, jak w ju-jitsu
Biję tylko w szczepionkę, bo mam geny barbarzyńcy
Chcesz zatańczyć? Capoeira, cios poniżej pasa, free styl (?)

[Refren: Bisz & Filipek]
Kung-fu
Ty się nie waż nie doceniać tego kunsztu
Z podziemia, przez legal, aż do tego punktu
Gdy nie ma znaczenia już, ile masz stów tu
Tylko skille, skille, skille, killer mode
[Zwrotka 3: Filipek]
Filip to nie byle kto, ale nie OLiS powie Ci więcej (prrra)
Kiedy tu zerkam, co jest na topie, trochę jak Szpili opadają ręce
Szybka nawijka, jak Token, chciałbyś dostawać ten żeton (żeton)
Mówisz, że tłusto polecisz (co?), ja lecę na diecie keto
Robię mainstreamową muzę, co ma w sobie duszę
Twoja zbiera mi na bełty, raczej się nie skuszę
Kto tu trzyma poziom? kto ma forsę bez stresu?
Mów mi tata Khabiba - jestem ojcem sukcesu
Ludzie to z natury lenie, więc może to czas pokazać im cel?
Ja to samiec alfa, Ty zachowanie masz, tak jak Incel
Czasem przez tę mordę mam niesnaski
Zmalowałem już na mieście trochę, nikt nie widział; Banksy

[Bridge: Filipek]
Pierdolę PiS, choć zawsze piątka dla zwierząt
Robię bydło na koncertach, Twoi bookerzy nie wierzą
Urodzony, żeby ruchać rap grę
Pierwszy raz był po koncercie, rozkmiń, czy piszę naprawdę

[Refren: Bisz & Pyskaty]
Kung-fu
Ty się nie waż nie doceniać tego kunsztu
Z podziemia, przez legal, aż do tego punktu
Gdzie nie ma znaczenia już, ile masz stów tu
Tylko skille, skille, skille, killer mode
[Zwrotka 4: Pyskaty]
(?)
Mam kilku ludzi, tudzież bros, tudzież tych wilków
Patrz na nas, my robimy ambaras, choć zaraz nara tym
Co zgubili styl, a ich hałas, to chała, wara im
Ty zobacz, cały czas my w to gramy tu
Jak dealerzy snów, hajs za kilogramy słów (oh)
To siedzi w nas, jak w łowcach głów
Jeden ruch i Twoje ego, kolego, robi poof (pow, pow, pow)

[Outro: Pyskaty]
Widząc nasze kata, uciekają chyłkiem (pow, pow, pow)
Styl przez lata szlifowany za winklem
Mordo, po co mam chodzić na siłkę?
Czarny pas, to nie Tobie LeBron podał piłkę (oh)