Oxon
Nara
[Zwrotka 1]
Mój limit cierpliwości właśnie się wyczerpał
I czuję w kościach, że chryja będzie wielka
Bo powoli ze złości tu wstępuje we mnie satan
Przybyli prosić, że niby nie imprezka
A zaraz po jednego tu chyba przyjedzie Rka
Wypierdalam gości, siebie mi sprzed oczu bier pan
Jak stoisz blisko okna dostaniesz ode mnie R-pass
Ty i ty i jeszcze ty, nara
O żadną kurwa grzeczność się nie będę dziś starał
Idź gdzie indziej robić dym i będzie gitara
Wywalam cię na zbity ryj i się dalej drzyj, waddup (waddup)
U mnie spoko, póki ciebie nie ma
Pożegnam cię do tego najlepszym tekstem
Bo dziś jest powodem do szczęścia
Że mnie nie ma gdzie ty jesteś

[Refren]
Nara, nie ma, że mi nie wypada
Nara, nara, lubię kiedy ciebie jest mniej
Bo przeszkadza mi twoja obecność
Nara, nie ma, że mi nie wypada
Nara, nara lubię kiedy ciebie jest mniej
Może gdzieś indziej ktoś polubi cię
Choć w to nie wierzę
Choć w to nie wierzę
Choć w to nie wierzę
Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę za chuj
[Zwrotka 2]
Chętnie zrobiłbym od ciebie detoks
Nie myślałeś o wyjeździe daleko?
Ja myślę raczej o wyjebce na beton
Bo od kiedy wszedłeś to jebie skarpetą
Potem godzinę nie pytasz się co tam
Lecz ciągniesz monolog, że chuj nie robota
Ja myślę o zwrotkach i chcę żebyś odpadł
Co robisz? PUŚĆ TEGO KOTA!
Trzymaj się od moich zwierząt z dala
Na co go dotykasz i narzekasz, że dziki
Potem wrzaski, łapa rozharatana
Piękna rzecz te wasze krzyki
Mam już dość i przy tym wszystkim jedna bawi rzecz mnie
To, że już nie będziesz więcej siedział na tym krześle

[Refren]
Nara, nie ma, że mi nie wypada
Nara, nara lubię kiedy ciebie jest mniej
Bo przeszkadza mi twoja obecność
Nara, nie ma że mi nie wypada
Nara, nara lubię kiedy ciebie jest mniej
Może gdzieś indziej ktoś polubi cię
Choć w to nie wierzę za nic
Że kogoś nie wkurwiasz
Jak jesteś głupi jak but, but, but, but, but
[Zwrotka 3]
Twoja głupota jest ewidentna
Chyba przedwcześnie chcesz widzieć cmentarz
Takie jak ja chuchro jesteś plus pętak
Schlejesz się wódką, mnie bezczelnie nękasz
Pchasz się pod nogi i szukasz zaczepek
W głowie więcej nawet tukan ma klepek
Jak spotkam cię w klubie to zdupcać mam pretekst
Ja nażrę się wstydu, ty szukasz tabletek
Nie, nie pomoże ci kolejna bania
Wzrost elokwencji to tylko wrażenie
Spróbuj jakąkolwiek pannę zaprosić do tańca
Ech, sprowadzi cię szybko na ziemię
Wzrok nieobecny, debilne teksty i mógłbyś mieć tu szansę
Gdyby nie to, że raczej następnym razem nie wpuści cię tu bouncer

[Refren]
Nara, nie ma, że mi nie wypada
Nara, nara lubię kiedy ciebie jest mniej
Bo przeszkadza mi twoja obecność
Nara, nie ma, że mi nie wypada
Nara, nara lubię kiedy ciebie jest mniej
Może gdzieś indziej ktoś polubi cię
Choć mam tak samo
Choć mam tak samo
Choć mam tak samo
Też nie za wielu tutaj ludzi lubi mnie
[Zwrotka 4]
Słuchasz i myślisz - też mi ideał
Przyznać opaski nie chcesz mi lidera
Się reszta ferajny do reszty dziś spięła
Mówiąc, że beze mnie tu lepszy był melanż
Bo z japy mi stale wypływa słowotok
A ludzie się nagle tu spinają o to
Ja myślę, że to jest ich wina i kłopot
Znów ktoś inny niż ja jest dzisiaj idiotą
Przybywam się przywitać i pożegnać
Nikomu ma obecność jest tu dzisiaj nie potrzebna
Myślałem, że tu zwolennika nie jednego zjednam
Eee chyba mam za wielkie ego jednak
Tak już jest, że gdy za bardzo skupiasz się na sobie
Nie dziw się, że ktoś ci kurwa tutaj nie raz powie

[Refren]
Nara, nie ma, że mi nie wypada
Nara, nara lubię kiedy ciebie jest mniej
Bo przeszkadza mi twoja obecność
Nara, nie ma, że mi nie wypada
Nara, nara lubię kiedy ciebie jest mniej
Może gdzieś indziej ktoś polubi cię
To już jest koniec płyty
Więc może po prostu od nowa
Sobie ją puść, puść. puść puść, puść