Anatom
Mojeee
Ziom
Dorabiam się, zbieram skarby
Co chwilę ślę nowe kompakty
Inspirują mnie dobre kontakty
Choć pytam - gdzie te milionowe kontrakty?
To fakty są takie - idę z plecakiem
Odsuwam zamek, pakuję tam napęd
Działam jak Klakier, mogę być wrakiem
Przez to patrzę na przyszłość tą ziemską
Zmień tor!
Myślę i myślę i motam jak zwykle
To zły sektor!
To serce mi bije a umysł kiśnie
Na język ciśnie mi taka kwestia
Że miały być kiście, a została pestka
Czasami kopię naprawdę bez serca
I słyszę, że wnętrze krzyczy - przestań!

Chciałbym, żeby to było mojeee
Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!
Chciałbym, żeby to było mojeee
A co z tego zabiorę do Nieba?
Chciałbym, żeby to było mojeee
Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!
Chciałbym, żeby to było mojeee
A co z tego zabiorę do Nieba?


Spoko, weź se te moje Jordany co wpadły ci w oko
To dam też moje Ray-Bany, bo widzę że razi cię logo
Na moje oko chcesz wejść w moje buty
Takie wygodne, na pierwszy rzut oka?
Po pierwszym kroku się pewnie wywrócisz
Bo swoje spojrzenie odwrócisz od Boga
A ja pójdę boso, jak Zakopower
Skarby wysoko - mam zakopane
Wchodzę na szczyty za Panem
Pieprzę zaszczyty, mogę być szczuty za wiarę
To jakbym był szyty na miarę
Już nigdy jak skuty za karę
Bo żyję na skutek
Ofiary Jezusa
Nie żal na ofiarę mi dać
Moje
Hajs i ciuchy to moje
Rap i dupy to moje
Pełne brzuchy, bo mogę...
Słuchaj - nie! Jakie twoje?
To chyba wypożyczone
Jak fura do klipu i niunia do klipu
I czego byś nie miał przy sobie
Nie zabierzesz na drugą stronę
Z drugiej strony cię rozumiem, Ziomek
Bo to kusi mnie na co dzień
Ja też oprzeć się nie mogę
To musi być moje
Przepraszam, Boże!
Tylko na Tobie zależy mi, ten świat od Ciebie zależy
I wszystko do Ciebie należy w nim, a to mistyka
Pax!


Chciałbym, żeby to było mojeee
Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!
Chciałbym, żeby to było mojeee
A co z tego zabiorę do Nieba?
Chciałbym, żeby to było mojeee
Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!
Chciałbym, żeby to było mojeee
A co z tego zabiorę do Nieba?

Nie ma nic tam, co było tu - heca!
A ja pakuję, mam garba na plecach
Wieczna przystań, nie brakuje snu - przedział
Gdy rapuję znów Bóg mnie oświeca
I mówi, żebym nie brał tego do Niego, co chcę zabrać
A gdy pytam, dlaczego - to jest jazda
I weź tu żyj na Ziemi, by zdobyć Niebo
I się nie szarpać o kawałek marnego bogactwa
Mam tego kłamstwa dość, nie chceć mieć nic wiecej
Co potrzebne mi by żyć i rodzinie dać szczęście
Choć bywa, że się zapętlę, gdy pędzę
I nie zatrzyma mnie, i więcej nad sensem
Że zapominam, Brat - tam, dokąd biegnę
Nie zabiorę materialnie nic - i to nie bezsens!

Chciałbym, żeby to było mojeee
Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!
Chciałbym, żeby to było mojeee
A co z tego zabiorę do Nieba?
Chciałbym, żeby to było mojeee
Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!
Chciałbym, żeby to było mojeee
A co z tego zabiorę do Nieba?