[Zwrotka 1]
Na początku było słowo, a więc wysyłam wiadomość
Pośród dusz, które czekają na to, gdy nadejdzie Godot
Ponoć sporo węży się ukrywa pod koroną
Ponoć pozostanie w biedzie rozumiecie jako honor
Co do obywatela, to musi być pod kontrolą
Powoli dziękować wrogom, że na coś mu pozwolono
W tym czarno-białym świecie próbuje okiełznać kolor
Poza szlakiem nieustanne obcowanie z paranoją
Zrobię teraz to lub nigdy
Pomyśl, czy człowieka w klubie obchodzi, co twierdzą inni
Nie wiem, co napisze o mnie jakiś bobek z glam rapu
Zacznę się przejmować tym, kiedy Pudzian założy stringi, czyli nigdy
Słyszę beat i robię na nim kickflip
Widzę twoje terytorium, rozbijam tam piknik
Połowa by się dała tu zachlastać dla zaliczki
Myślisz, czemu małolaty podpisują 360?
[Zwrotka 2]
Zero cztery rocznik, nawijka jak w zero czwartym
Z tych, co mielą barsy, wielu tu wymienia pieniądz za styl
Teraz jest od kalki odbity, mój niepoprawny
Lecz nie przyszedłem po drugie miejsce, niech wie to każdy
Wers do kartki klei tak, by być najlepszym na ziemi
Chcę zmienić metal z długopisu w czyste złoto, alchemik
Słońce, zrozum, nie mam czasu i to się nie zmieni
Słońce, zrozum, kilka lat i wniosę się nad zenit
God damn it, kto opanował beat tak w PL
Mam dziś za wiele na bani, chcę się wbić jak nie wiem
Doszedłem do momentu, gdzie nie czekam dziś na wenę
To organiczne, nie, że zachciało się być raperem
Kiedyś zagram na Bemowie, teraz zrobię prawo jazdy
Tam mam w chuju, że co drugi Polak stwierdzi, że to słaby żart
To doświadczenie autoteliczne
I chociaż kocham atencję, nie chcę zależeć od waszych braw