Antologia Polskiego Rapu
Sylwetki - PiH
Adam Piechocki, ur. w 1977 roku w Białymstoku. Raper mający na koncie dziesięć albumów nagranych solo oraz w duetach – z Tymim (jak JedenSiedem), Chadą oraz Pyskatym (jako Skazani na Sukcezz). Najbardziej znany i rozpoznawalny reprezentant białostockiej sceny. Absolwent Wydziału Prawa na Uniwersytecie w Białymstoku. – Nigdy nie byłem prawnikiem. Jestem magistrem prawa, skończyłem ten kierunek. Nie doszło do tego, żebym pracował w zawodzie – tak na temat swojego wykształcenia mówi artysta i podkreśla, że nigdy nie żałował decyzji o tym, aby ostatecznie zostać raperem. Nie sposób wymienić wszystkich nagrań, w których pojawił się gościnnie. W zasadzie od początku kariery jest regularnie zapraszany do współpracy przez twórców z całej Polski. Fanami jego talentu są m.in. Ten Typ Mes, Borixon, Peja, producencki duet WhiteHouse, szczecinianie PMM oraz Sobota, twórcy ze Śląska – Fokus, Rahim (Pih gościnnie pojawił się m.in. na drugiej płycie Paktofoniki), Miuosh. Wszystkie te występy przyczyniły się do dużej popularności Piechockiego i to pomimo mocnego polaryzowania odbiorców. Pih specjalizuje się w mocnym, hardcore’owym rapie zahaczającym często o horrorcore. W swoich rapowanych krzykliwie, ciężko i we wzburzeniu wersach nie uznaje żadnych tabu i granic. Otwarcie sympatyzuje z nurtem prawicowo-narodowościowym. W 2012 roku wraz z innymi twórcami hip-hopu (m.in. Pjusem, Tadkiem z Firmy, Jurasem) znalazł się w honorowym komitecie poparcia Marszu Niepodległości.

Pierwsze kroki na rapowej scenie Pih stawiał wraz z Tymim, działając w ramach duetu JedenSiedem. Obok formacji PWRD byli pod koniec lat 90. jedynymi twórcami hip-hopu z Białegostoku, którym udało się osiągnąć ponadlokalną popularność i rozpoznawalność. Prezentowali rap o ulicznym zacięciu, ale swoją tematyką wychodzący poza to, co rymowały stołeczne składy. Bardziej niż na prosty przekaz stawiali na dwuznaczności, metafory, zaś gorzkimi, emocjonalnymi treściami starali się pobudzić słuchacza do myślenia i refleksji. Grupa zadebiutowała oficjalnie w 1998 roku nagraniem „Dla tych, którzy się odwrócili” z kompilacji „Hiphopowy raport z osiedla w najlepszym wykonaniu”, ale to dopiero późniejsze o rok „Na dachu bloku” z płyty „Szejsetkilovolt” dobitnie pokazało, że DJ 600V miał pod koniec lat 90. złotą rękę do wynajdowania młodych utalentowanych twórców. Stołeczny producent otworzył dwójce białostoczan drzwi do kariery. – Zaproszenie przez Volta do współpracy było wiatrem w żagle. Mówiąc krótko, dano mi jasno do zrozumienia, że mam potencjał i wszystko zależy tylko ode mnie. Poczułem się częścią większej wspólnoty i ta świadomość była już dla mnie wygraną. Szczerze? W tamtych czasach sprawy finansowe generalnie były mało istotne. Kiedy po raz pierwszy pojawiłem się na kompilacji Volta, wiedziałem: udało mi się – wspomina Pih. W zbliżonym czasie zespół zaprezentował się na dołączanej do magazynu „Klan” płycie z kawałkiem „Stroma 17”. To wszystko okazało się przepustką do podpisania kontraktu z wytwórnią RRX.

Właśnie tam grupa w lutym 2000 roku wydała krążek „Wielka niewiadoma”, ciężki, bolesny materiał z dwiema niespodziankami: klubowym beatem od Ośki i gościnnym udziałem wokalistki Reni Jusis. – To jest czysty przypadek, nawet nigdy się nie widzieliśmy na oczy. Volt po prostu miał otwarty projekt z Reni Jusis i zapytał, czy nie chcielibyśmy się dograć do utworu, który planował na swoją płytę producencką. Finalnie z niego zrezygnował. My się doskonale odnaleźliśmy na tym beacie, w tym temacie i tak powstał ten numer – tłumaczył w jednym z wywiadów Pih. Płytę w większości wyprodukował DJ 600V (jako DJ Niewidzialna Ręka) i cieszyła się ona sporym powodzeniem wśród słuchaczy. Zyskała też dobre recenzje, szczególnie podkreślano jej intymny, bardzo szczery charakter. Grupę chętnie zapraszano na koncerty, wiosną 2001 roku wystąpiła chociażby na 38. Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie dzięki inicjatywie Hirka Wrony zdecydowano się na dzień z polskim hip-hopem. Niedługo później zespół rozwiązał działalność.

Pih zdecydował się wówczas działać na własną rękę. Pomimo że label RRX nie miał najlepszej passy, a i najlepsze dni DJ-a 600V zdawały się mijać, Piechocki kontynuował z nimi współpracę. Tłumaczył, że jest człowiekiem lojalnym, dla którego nieważne są lepsze i gorsze momenty w życiu danych ludzi, lecz ich szczerość, oddanie i zaufanie. Marzec 2002 roku przyniósł maxisingiel „Nie ma miejsca jak dom”, którego motorem napędowym był świetny, bardzo popularny w tym czasie utwór tytułowy. Znalazł się też na nim numer „Długi pocałunek na dobranoc”, odbierany jako diss na Komę z PWRD. „Żeby uciec od gówna, musiałem zmienić swój styl / Może to zaleta, a może moja wada, / że nie potrafię od kumpli patentów podpierdalać” – rapował Piechocki.

Zmianę stylu rapowania słychać było wyraźnie na wydanym dwa miesiące później pierwszym solowym longplayu „Boisz się alarmów... (Peiha solo album cz. 1)” (2002). Poza Voltem autorami beatów na płycie byli Camey, Bartosz z formacji Endefis, IGS, Dyha, Żółty i Jajonasz. Nie brakowało również gości z różnych stron Polski – m.in. Chady, Wzgórza Ya-Pa 3 oraz Fenomenu. Album, choć wyczekiwany, nie okazał się hitem. Zawiniła przede wszystkim promocja, acz niespójność płyty dawała się we znaki, a i ruch z wypuszczeniem maxisingla niedługo przed pełnym krążkiem nie był najbardziej fortunny. Nie brakuje głosów, że 2002 był najmocniejszym rokiem w historii polskiego hip-hopu. „Boisz się...” trudno było znaleźć w jego podsumowaniach. Po wydaniu pierwszych autorskich wydawnictw Pih rozwiązał umowę z RRX i wrócił do nagrywania w duecie, tym razem z Chadą. Ich wspólne wydawnictwo „O nas dla was” ukazało się w maju 2003 roku nakładem niedużej, mało znanej w szerszych kręgach wytwórni Promil. Potwierdziło się, że Pih lubi pracować w parze. – Lubię się sprawdzać w różnych konwencjach. Uważam, że każdy MC powinien być uniwersalny. Nie wyobrażam sobie tematu, na który nie potrafiłbym nawinąć. Moja droga jako MC jest naprawdę bogata i prowadzi od pornorapu przez rap uliczny, bragga po horrorcore – tłumaczy artysta. Tym razem w warstwie produkcyjnej raperzy odeszli od Volta. Beaty podzielili pomiędzy siebie Bartosz oraz Szyha (kiedyś członek Edytoriału), jedną kompozycję dołożył też Jajonasz. Mroczny, bardzo bliski ulicy materiał promowany był przez tylko jeden teledysk i pomimo swojej rzetelności nie odbił się szerszym echem. Dawało się też zauważyć, iż Pih zaczyna traktować teksty jeszcze bardziej bezpośrednio, bezceremonialnie.

Zaostrzenie języka wyraźnie słychać na drugim solowym wydawnictwie artysty „Krew, pot i łzy”, które jesienią 2004 roku wydała wytwórnia Camey Records. Materiał nagrany przy pomocy grona uznanych i cenionych na scenie producentów oraz gości (m.in. Magiera, Szyha, Teka, Pezet, Pyskaty, Ten Typ Mes, HST) obfitował w wiele mocnych momentów. „Białostocki raper stawia muzykę w roli oczyszczalni ścieków. 18 razy podkreśla, kogo i za co nienawidzi, zapewnia, że kocha to, co robi, i zastanawia się, komu nie podałby ręki, nawet spadając z wieżowca” – mogliśmy przeczytać w recenzji magazynu „DosDedos”. Co ciekawe, label Cameya kojarzony był raczej z lekkim, imprezowym rapem, co teoretycznie powinno się kłócić z twórczością artysty z Białegostoku. Ten jednak wcale nie uciekał od bardziej komercyjnych posunięć. Po utworze z Reni Jusis współpracował z Chadą i Krzysztofem Jaryczewskim nad coverem kawałka Oddziału Zamkniętego, a w 2005 roku wraz z Teką i Onarem zasiadł w jury talent show „Hip-hop start”. Program był przygotowywany do emisji w stacji Polsat, która ostatecznie jednak zrezygnowała z tego planu. Druga połowa 2004 roku była początkiem końca boomu na rap. Artysty to jednak zupełnie nie zraziło do kolejnych nagrań. Rozgrzał się przy okazji beefu z warszawiakiem Dużym Pe, wówczas członkiem duetu Cisza i Spokój. Rozciągnięty na kilka pikantnych utworów spór był echem wydarzeń z końcówki roku, kiedy to na imprezie „Christmas Rappin’” doszło do spięcia Piechockiego z młodym, cenionym za dokonania na polu wolnego stylu MC. Kiedy panowie mieszali się z błotem, nie walczyli wówczas tylko raperzy, ale też dwie filozofie hip-hopu, analogicznie jak za oceanem w przypadku pojedynku Commona z Ice Cube’em64. Po stronie Pe było elastyczne flow, starannie napisane wersy, trueschoolowe podejście do tematu. Białstoczanin w numerach, takich jak „Prosto w twarz”, „Co?!” i „Nie wiesz, co cię spotka jutro” zawarł z kolei proste, krwiste linijki, właściwą hardcore’owi syntezę pogardy i wściekłości, kładąc nacisk na uliczną wiarygodność. Konflikt uważa się za nierozstrzygnięty.

Trening impertynencji przydał się rok później, kiedy ukazał się album Skazanych na Sukcezz, duetu założonego do spółki z dawnym członkiem warszawskiego Edytoriału, Pyskatym. Zderzenie takich osobowości oraz wyrazistych, jadowitych stylów powinno było, zdaniem fanów, zaowocować czymś wyjątkowym, tymczasem płyta „Na linii ognia” (2006) była w obiegowej opinii jedynie dobra, choć to nie na podkłady raperów zazwyczaj narzekano. Tak czy siak, w trudnych dla rapu czasach materiałowi udało się trafić na dwudziestą siódmą pozycję listy najlepiej sprzedających się w Polsce krążków, a czas obszedł się z nim łaskawie. Kiedy po latach doczekał się w 2012 opatrzonej nową okładką Grzegorza „Forina” Piwnickiego i wydanej w Step Records reedycji, powracał już jako niemal klasyk. Ze Stepem Pih związał się jeszcze w 2006 roku. Winylowy singiel „Miazga” ukazał się już nakładem opolskiej oficyny, rozpoczynając najbardziej owocny czas w karierze rapera. Pomiędzy 2008 a 2013 rokiem muzyk wydał cztery longplaye. Pierwszy z nich, mocno już horrorcore’owe „Kwiaty zła” (2008), okrył się platyną, a dwa kolejne – „Dowód rzeczowy nr 1” (2010) i „Dowód rzeczowy nr 2” (2011) – udało się ozłocić. – Sukces komercyjny na pewno jest ważny. Ciężko jest robić coś, co według ciebie jest twoim przeznaczeniem, i ledwo wiązać koniec z końcem. Nigdy nie zwątpiłem w swoje umiejętności i wybory. Przyznaję, przyszedł pewnego dnia moment prawdy, kiedy musiałem podjąć decyzję, czy dalej mogę się tak bardzo angażować w muzykę. Na szczęście los okazał się na tyle łaskawy, że nie musiałem rezygnować z tego, co kocham i co umiem robić najlepiej. Fakt, dziś mogę pochwalić się, że dzięki pasji zwiedziłem trochę świata i mam rzeszę fanatycznych fanów, którzy identyfikują się z moim przekazem – podsumowuje Piechocki. Najwyższe oceny spośród wydawnictw Piha otrzymały „Kwiaty zła”. „Lubisz słuchać Necro? Jesteś miłośnikiem thrillerów medycznych i horrorów? Nuży cię pozytywny hip-hop? Powinieneś sięgnąć po najnowszy, podwójny krążek białostockiego rapera” – zachęcał Bartłomiej Skubisz w recenzji na Onet.pl. Trzeci element trylogii „Dowód rzeczowy” trafił do sklepów w czerwcu 2013 roku i zadebiutował na drugim miejscu OLiS, przynosząc to, co fani Piha dobrze znali i lubili: radykalizm sądów, brutalność, naturalistyczne opisy wplecione w pozbawioną światła poezję. „Szorstka charyzma, bezkompromisowość w wyrażaniu poglądów i balansujące na granicy dobrego smaku, turpistycznie dotkliwe cięte wersy składają się na wachlarz bitewnych technik artysty, który już w czasach składanek 600Volta i swojego macierzystego składu 17 skazany był na sukces. Platynowe i złote płyty nie sprawiły jednak, że spuścił z tonu, a wychodzące ostatnio «Dowody rzeczowe » to koronny argument za tym, że jest on wciąż cholernie ambitny i solidnie wkurwiony” – pisał kilka miesięcy po premierze magazyn „Aktivist”, nominując Piha do swojej nagrody Nocne Marki w kategorii artysta roku.

Zrywane skalpy, lepkie komary, krwiste cumulusy i oczodoły okien w zbombardowanym mieście nieodmiennie wyzierają z jego wersów. Dlaczego Adam nachyla się nad potwornościami, dając upust temu, co inni trzymają zwykle dla siebie? – Fascynuje mnie walka dobra ze złem. Nie ta biblijna, tylko ta, która nas dotyczy bezpośrednio. Walka z naszymi ułomnościami, wadami. Widzę zło każdego dnia. Mówiąc, że wszystko jest w porządku, dałbym mu się uwieść i nigdy bym z nim nie wygrał. Dlatego opisuję wszystko w tak drastyczny sposób. Żeby nikt przypadkiem nie przeszedł obok tego obojętnie – tłumaczył raper Dominice Węcławek przy okazji publikacji w „Machinie”. Przyznał wtedy również, że na co dzień absolutnie nie słucha muzyki utrzymanej w takiej stylistyce. Jest fanem soulu, ceni twórczość Whitney Houston, Michaela Jacksona, Prince’a czy Otisa Reddinga. To zdaje się potwierdzać opinię, że Pih jest człowiekiem o wielu twarzach i spodziewać można się po nim wszystkiego.