Quebonafide
Friday Of Creation - Relacja
Te-Tris, Quebonafide, Eripe, Białas, Guzior, Szesnasty… Brzmi jak line-up całkiem niezłego rapowego festiwalu. Pomyłka – taki skład zagrał w Poznaniu 26 lutego podczas koncertu Friday of Creation.Jedynym z tego grona, którego wcześniej nie miałem okazji oglądać na scenie, był Szesnasty. Reprezentant Białegostoku wybił się niespodziewanie w zeszłym roku dzięki promocji QueQuality i wydaniu mixtape'u „Tego Pan nie poskłada”. Jest tam parę numerów z dużym potencjałem koncertowym, co Szesnasty potwierdził podczas występu. Zagrał też jeden przedpremierowy kawałek, na który naprawdę warto czekać. Momentami można by się przyczepić do braku zgrania z hypemanem, ale na tak początkującym etapie kariery chyba nie powinno się wymagać zbyt wiele. Bardzo czekam na dalszy rozwój Szesnastego i kolejną płytę.
Niedługo później na scenę wbił Guzior, który jest dla mnie kolejnym kandydatem do tytułu typa bez płuc. Dowód? Nawiń sobie jeden z drugim refren „W.SAMO.SERCE” na raz. „ylloM” i nowsze numery Matiego to bardzo dobry materiał na koncerty, o czym miałem okazję przekonać się po raz drugi. Poza tym propsy dla jego hypemana Wudoki za wykonanie numeru „Rok zmian”, niestety znanego niewielkiej części publiczności. To dopiero 1/3 line up’u, a moje nogi powoli miały już dość.
Po Guziorze przyszła kolej na Eripe wspieranego przez innego reprezentanta Patokalipsy, Delektę. Mimo że „Opium LP” nie zagościło w moich głośnikach na dłużej, na koncercie sprawdza się bardzo dobrze dzięki mocnemu klimatowi i paru chwytliwym refrenom. Najbardziej jednak publice do gustu przypadły starsze numery takie jak „Jestem chujem” czy „Pierdolę”.
Obsuwa nieodłącznym elementem hip-hopu, również podczas koncertów. Na wejście na scenę Teta trzeba było czekać około godziny ze względu na problemy z podłączeniem sprzętu DJ’a. W końcu jednak koncertowa ekipa w składzie Te-Tris, Pogz, Nerwus i DJ DBT mogła zacząć swój występ. Nie zostałem zaskoczony – nie po raz pierwszy Tet został dla mnie zwycięzcą wieczoru, prezentując nienaganną formę koncertową. Wciąż nie udało mi się zebrać do przesłuchania „Definitywnie” w całości, na szczęście zagrany został również przekrojowy materiał, który znam już z jego koncertów bardzo dobrze. Co mogę dodać? Do zobaczenia prawdopodobnie podczas PHHF w Płocku, bo chyba nie może go tam zabraknąć.
Białas wspierany przez Solara i Beteo dał bardzo solidne show, dla mnie jednak trochę przyćmione wcześniejszym występem Teta. Należy pochwalić Beezy’ego za dobór materiału, pośród którego nie znalazło się zbyt wiele kawałków z albumu „Rehab”. Jego klimat moim zdaniem nie ma wiele wspólnego z atmosferą potrzebną do udanego show. Po jakimś czasie do towarzystwa dołączył Quebonafide, z którym Białas zagrał „Open bar” i kawałki z „Demówki”.Wg rozpiski poznańską publiczność czekał jeszcze wspólny występ Quebo i Eripe z dobrze znanym materiałem z „Płyty roku”. Zagrali jednak tylko 2-3 wspólne kawałki - było już po godz. 12, co upoważniało RIPa do odpuszczenia sobie abstynencji i chwycenia za flachę. Przyszedł czas na solowe show Quebo. Klasycznie już zaprezentował swoje najbardziej lubiane kawałki, dodając do nich najnowsze single z „Egzotyki”. „quebahombre” w wydaniu koncertowym brzmi jeszcze lepiej niż na głośnikach.
Była to pierwsza tego typu impreza organizowana przez Marefield CO. i trzeba przyznać, że przetarcie szlaków mogą uznać za bardzo udane. Coś więcej niż tylko pierwsze koty za płoty. Przy następnych koncertach pozostaje jedynie życzyć jeszcze lepszej frekwencji.[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]