RED BULL 64 BARS

[Intro]
(Mercury)

[Zwrotka]
Wiesz, że Igi płynie co dzień, całe życie tu, gdzie Bałtyk
Odległościowo daleko, stylem bliżej do Atlanty
Te sześćdziesiąt cztery barsy dzwonią, więc wypluwam fakty
Choć jestem w trakcie trasy, pracy to nie prześpię szansy
Boję się cierpienia i śmierci, i spojrzenia w oczy Boga
Choć chyba bardziej wizji, że ktoś przede mną to dokona
Gonię sukces, pies za tropem, spędzę starość na Saint-Tropez
Jeśli wyjdę z tego klubu, będę mieć dwadzieścia osiem
To wezmę oddech, przez Mazowiecką drop-topem
Hejter nie jest zachwycony rapem, byłby moim domem
Niunia, auto, miały lifting, już nie jeżdżę z żadnym bobrem
Chcę żyć życiem aż do bólu — tutaj zgodziłbym się z Tomkiem
Chcę prywatny helikopter, kurwa, stację tak jak Skolim
Legendarne wersy, jaram się, gdy Białas o mnie wspomni
Jestem raperem od narodzin, nie od pierwszego paychecku
Nie pozwolę tego zmienić, w imię żywota Twego, Jezus (Oh)
Wciąż jest jedna rzecz, tu już więcej się nie zmieni:
Hip-hop przybrał inną formę, do dziś wracam do korzeni
Papier nikomu nie śmierdzi, chcesz, to graj se dyskoteki
Umrę bogaty lub w drodze, by mieć Rysiu albo Skelly
Chciałbym same słodkie kółka mieć na koncie tak jak Cheerios
Od poniedziałku do niedzieli po kolejny milion
Papier ma beef ze spodniami, bo ciągle too skinny
Może pogodzą się na cztery bańki jak OKI z Kinnym, yo
Mówisz, że się nie skurwisz jak Young Igi
Później w wywiadzie się cofasz i sypiesz na głowę popiół
Jeśli to jest hustlowanie w tym dwudziestym szóstym roku
To Ci zdradzę tylko, że tego nie robi się w ten sposób
Ale już przyzwyczaiłem się, że miękko jest ostatnio
Dlatego tak niewielu gości darzę dziś sympatią
Tendencje ludzi i śmieci, które gadają
I to, że chcieliby uniknąć odpowiedzialności za to
Stawiam opór jak Hamas, nie potrzebuje Popkillera
I tak czuję, że to zrobiłem, nigdy nie pławię się w orderach
Wiem, że do mych ludzi to dociera, dźwigam presję, mam duży plegar
Jak myślałeś, że to moje pięć minut, kup se kurwa mać, nowy zegar
Wciąż zabukowany kalendarz, powiedz mi, co to jest wena?
Dziwka u mnie jest na telefon i za każdym razem odbiera
Tak jak ja raperom miejsca, weź rzuć okiem na mój anturaż
Każdy daje mi tu zarabiać, bo spadkobiercą jest kultura, man (Mhm)
I równie dobrze mógłbym iść se w pop (Pop)
Sposób w jaki milion tych melodii wciąż mam w głowie (Blick, blick)
Mimo, że bym wiedział, że to nie jest to (to)
Znając życie, pewnie by mi wyszło to na zdrowie
Bo dekada w rapie mi leci, dopiero w trumnie odpocznę na wieki (Ej)
Wszystko robimy na maks, bo ja to wspomnienie na parę stuleci (Ej)
Nie pytaj, ile to potrwa, bo pewnie zostawię to bez odpowiedzi (Ej)
Maksymalna troska, wydam, jak będzie gotowa, bo płyty to dzieci
Ej, pakuję się do RIMOWY (Ej), cały naszyjnik jest złoty (Mhm)
Żeby mieć nienaturalne diamenty — nigdy mi nie przyszło do głowy (Yeah)
Szary blok, ale to gówno się mieni na wszystkie kolory (Huu)
Nie dostałem dobrych kart, ale ta, którą mam, jest daleka odmowy
Nawijam, by żyć, nawet nie wiem który bar, weź policz
Nawijam, by żyć, oni przy tych barach same zgony (Ha)
W domu żyd, dobrze sypie, bo jest odwrócony
Ja jestem z tych, którzy idą, kiedy pieją wrony (Yeah)
Dokładam ciężar i zwiększam obroty (Yeah)
Na skalę Europy wyjść docelowo chcę
Jak brata, nie nauczysz mnie pokory
I może to dlatego jest nam łatwiej w grę
I to, co tworzę, często jest przekleństwem
Nigdy nie cieszyło drugie miejsce mnie
I wiem, że ciągle czeka na mnie pierwsze
Niech będzie to sześćdziesiątym czwartym wersem