Quebonafide vs ZAMILSKA

"Święty spokój"

[Zwrotka 1]
Między dzień dobry, a dobry wieczór
Ty i ja to aktorzy skeczu
Tu gdzie wszystko brzmi jak żart, ale wokół zero uśmiechu

W pośpiechu parzę kawę czarną jak diabeł
Przeklinając życie z ekspresu

Wrzucam czarne ciuchy i jadę
Nie mam kiedy złapać oddechu
Między dzień dobry, a dobry wieczór
Wszyscy wokół myślą o cashu

Wsiadam do fury, dille bez klauzuli
Obgryzione pazury to symptomy stresu
Mam kilka procesów na głowie, ekscesów na karku
Hodowla emocji w tym miejskim folwarku
I typów w codziennym letargu mijam
Wbijam na kwadrat, dobijam targu, zwijam
Ludzie piszą historie bez puenty
Głupcy snują teorię bez przerwy
Jesteś wolny, żyjesz jak najęty
Chyba nic tu bardziej nie męczy

Sentymenty - mnie nie ma na to
Wyalienowany jak Predator
Krążę koło kamienic z rękami w kieszeni
A i tak się poczujesz dotknięty (Obojętny)
Kończę drugą kawę, czytam komentarze, nie tak ostro
Łatwiej było mi być ciekawostką

Za pół roku będę jeździł Testarossą
Teraz jadę Betą gdzieś i przerwę szum

Młody Jared Leto, mój Requiem dla snu
Znowu łapię żeton, rzucam setą o stół
Zastępując słowem "los", słowo "Bóg", auuu
A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z #


Copyright © 2017-2020 Lyrics.lol